Praktyki zawodowe Erasmus+ w Setúbal


W 2024 roku miałam możliwość uczestniczyć w projekcie organizowanym przez moją szkołę. Ten wyjazd z pewnością przerósł moje najśmielsze oczekiwania przez wiele względów; niesamowita praktyka zawodowa, poznanie nowych znajomych i przyjaciół, zaspokojenie marzeń podróżniczych oraz wiele, wiele więcej!

Takie praktyki na pewno umożliwiają ludziom wyjście ze strefy komfortu, bo nagle znajdujemy się za granicą i jesteśmy zdani na siebie. Każdy może się nauczyć czegoś nowego, a także zdobywać nowe doświadczenia. Wiele osób lecących na Erasmusa leci pierwszy raz samolotem czy znajduje się za granicą, ale też próbuje nowego jedzenia czy korzysta z niecodziennych atrakcji. 

Ja też wyniosłam bardzo dużo. Jako uczeń technikum na kierunku organizacji turystyki, dostałam pracę w setubalskiej firmie organizującej lokalne wycieczki: od rejsów obserwacji delfinów, przez wycieczki obserwacji ptaków, po podróż po pobliskim parku narodowym i zwiedzaniu winiarni. Sama praca nie była zbyt wymagająca, ponieważ listopad jest poza sezonem turystycznym, co powoduje, że nie było tego natłoku turystów. Ale za to dowiedziałam się na czym polega praca firm turystycznych poza sezonem, bo w końcu pracownicy i tak przychodzą każdego dnia do pracy. No więc udało mi się towarzyszyć kilku wycieczkom, ale przeważnie spędzałam czas na miejscu, w lokalu firmy. Tam pomagałam z współpraktykantkami prowadzić sklep czy w porządkach, dekoracji, a nawet przyrządać kawę dla klientów. Nasi pracodawcy zadbali o to abyśmy zdobyli wiedzę na temat stylu życia delfinów oraz historii i kultury miasta. Nasze szkolne opiekunki również wykazały się dużym zaufaniem, mogliśmy spędzać nasz czas wolny poza miejscem noclegu, a dzięki kartom na transport publiczny mogłam jechać z koleżankami po pracy do Lizbony, albo gdziekolwiek w dystrykcie za darmo. 

Nie moim celem jest koloryzowanie tego wyjazdu, bo były i minusy, tak jak brak WiFi przez tydzień czy przerwy w dostawie prądu a nawet wody. Nie poszczęściło się nam także przy pierwszym praniu, gdy zepsuła się pralka i ubrania wyszły w nienajlepszym stanie. Finalnie udało się sprawę rozwiązać, zwrócono nam pieniądze za szkody. Także jak widzicie nie zawsze można było to nazwać "wyjazdem życia", ale na dłuższą metę wspominam ten wyjazd z uśmiechem. 

Wbrew pozorom sam projekt trwał dużo dłużej niż te 3 tygodnie za granicą, do tego dochodzą kilku miesięczne przygotowania (poprzez poznawanie kultury odwiedzanego kraju, miejsc na wycieczki, podstaw obcego języka oraz praktycznego angielskiego), a także zwieńczenie praktyk, w formie szkolnej akademii przedstawialiśmy nasze praktyki młodszym uczniom wyruszającym w nasze ślady w przyszłym roku. Nawet po 6 miesiącach od powrotu, angażowaliśmy się w obchody 10-lecia Erasmusa w mojej szkole. Podsumowując- potrzeba poświęcić dużo wysiłku, pracy i czasu, aby móc się cieszyć samym wyjazdem. Ale to nie powinno nikogo zdemotywować, bo naprawdę warto. 

A już nie długo pojawią się kolejne wpisy związane z Portugalią!




JMJ

Komentarze

Popularne posty